Zmartwychwstanie Zbawiciela sprowadza błogosławieństwa nieśmiertelności i szansę na życie wieczne.. Kristuksen ylösnousemus toi tullessaan siunauksen saada kuolemattomuus ja iankaikkisen elämän mahdollisuus.
Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Marta Mu odrzekła:„Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Powiedział do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.Kto weMnie wierzy, to choćby umarł
Wizja ta wyraża nadzieję w przyszłe „zmartwychwstanie Izraela”, to znaczy w odrodzenie pokonanego i upokorzonego narodu (por. Ez 37, 1- 14). Jezus w Nowym Testamencie doprowadza to objawienie do pełni i wiąże wiarę w zmartwychwstanie ze swoją osobą i mówi: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie”(J 11,25).
Śpiew przed Ewangelią (J 11,25-26): Ja jestem zmartwychwstanie i życie, Kto we mnie wierzy, nie umrze na wieki. Tekst Ewangelii ( J 11,1-45): Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty.
Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Ja jestem Zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Mądrość dnia | 17.04.17. J 11,25.
Do Jezusa przystąpili saduceusze, którzy w przeciwieństwie do faryzeuszy nie wierzyli w zmartwychwstanie umarłych. Chcąc podjąć z Nim dyskusję na ten temat, użyli argumentu opartego na nauce Mojżesza, który obok Abrahama był dla Żydów największym autorytetem w sprawach wiary. Rzecz dotyczyła małżeństwa.
Owo błogosławieństwo Boże nad pogrążoną w grzechu ludzkością osiągnęło swój szczyt w przyjściu do nas Tego, który jest "Drogą i Prawdą i Życiem" (J 14,6), a który sam o sobie powiedział: "Ja jestem Zmartwychwstanie i Życie; kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie" (J 11,25).
qdIX. Gdy piątej niedzieli zostaje nam ogłoszone wskrzeszenie Łazarza, jesteśmy postawieni przed ostatnią tajemnicą naszej egzystencji: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem… Wierzysz w to?” (J 11,25-26). Dla wspólnoty chrześcijańskiej jest to moment szczerego złożenia, wraz z Martą, całej nadziei w Jezusie z Nazaretu: „Tak, Panie, ja wierzę, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który przychodzi na świat” (w. 27). Współudział z Chrystusem w tym życiu przygotowuje nas do pokonania granicy śmierci, aby żyć bez końca w Nim. Wiara w zmartwychwstanie umarłych i nadzieja na życie wieczne otwierają nasze spojrzenie na ostateczny sens naszej egzystencji: Bóg stworzył człowieka dla zmartwychwstania i dla życia, i ta prawda nadaje autentyczny i definitywny wymiar ludzkiej historii, ich życiu osobistemu i ich życiu społecznemu, kulturze, polityce, ekonomii. Pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei. (Orędzie na Wielki Post 2011 [fragm.], Benedykt XVI) (Polub jako pierwszy) Loading... Reader Interactions
"Powiedział jej Jezus: Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Wierzący we mnie, i choćby umarł, ożyje. (26) I każdy żyjący i wierzący we mnie nie umrze na wiek. Wierzysz w to?" (GP) Streszczenie komentarza: zgodnie z Jn. 11:25 wszyscy, którzy wierzą, zmartwychwstaną. W Jn. 11:26 Jezus daje jednak szczególną nadzieję tym, którzy 'żyją i wierzą', tzn. zostali zrodzeni z ducha jako nowe stworzenie i w tym swoim powołaniu są wierni. Oni 'nie umrą na wiek', tzn. nie muszą oczekiwać na zmartwychwstanie przez cały wiek Ewangelii, aby zmartwychwstać z wszystkimi pozostałymi w przyszłym Królestwie, ale są przywracani do życia natychmiast po zakończeniu swojej ziemskiej służby. Poglądy dotyczące zmartwychwstania układają się wśród wierzących na dwóch przeciwległych biegunach. Z jednej strony jest pogląd, że człowiek posiada duszę nieśmiertelną, więc właściwie nie umiera, tylko zmienia sposób bytowania z ziemskiego na duchowy. Z drugiej strony część ruchów protestanckich głosi, że człowiek jako istota śmiertelna kończy swoją egzystencję w momencie śmierci i od tego momentu 'oczekuje' na zmartwychwstanie w Królestwie Bożym, które ciągle jeszcze należy do przyszłości. Z tego punktu widzenia ciekawe są słowa zapisane w Jn. 11:25-26, ponieważ sugerują jeszcze inne spojrzenie na temat zmartwychwstania niż dwa wyżej wymienione. Przede wszystkim, Pan nie mówi, że powstają wszyscy, tylko wierzący, zatem temat nieśmiertelnej duszy, którą posiadałby każdy człowiek, nie jest tutaj brany pod uwagę. W ogóle żadna z dwóch części wypowiedzi Jezusa nie dotyczy niewierzących, zatem temat ogólnego zmartwychwstania także nie należy do obecnych rozważań. Szczególnym tematem Jn. 11:25-26, a zatem także niniejszego komentarza, jest zmartwychwstanie wierzących. Jezus dzieli wierzących na dwie grupy: tych, którzy umierają (werset 25) i tych, którzy żyją i wierzą (werset 26). Wydaje się, że to rozróżnienie nie jest przypadkowe, ponieważ obie te grupy różni jeden znaczący element, a mianowicie wierzący z wersetu 26 nie tylko wierzą, ale także i żyją. Pojęcie życia w swoim podstawowym znaczeniu obejmuje zachowanie biologicznych funkcji ciała, ale w sensie Biblijnym to także nasze stanowisko względem Boga. Ponieważ Adam zgrzeszył, wszyscy poddani jesteśmy wyrokowi śmierci, tylko odroczonemu w czasie (Rzym. 5:12). Właśnie do tego nawiązuje Jezus, kiedy mówi "Niech umarli grzebią swych umarłych" (Mt. 8:22). Umarli, tzn. poddani wyrokowi śmierci, grzebią umarłych, którzy w sensie fizycznym zakończyli swoje życie. Jezus mówi jednak w Jn. 11:26 o wierzących, którzy żyją. Jeśli wyrok wydany na Adama czyni w oczach Boga umarłymi wszystkich jego potomków, musi być coś, co tę sytuację zmienia na korzyść wierzących (i to nie wszystkich, najwyraźniej nie tych z wersetu 25). Ponieważ śmierć przyszła z powodu nieposłuszeństwa, życie wraca z powodu posłuszeństwa. Po pierwsze dlatego, że nasz Pan zachował zupełne posłuszeństwo, zapewniając tym samym adekwatną cenę odkupienia za upadek Adama (Rzym. 5:18,19). Po drugie dlatego, że wybrani wierzący, którzy pokutują w imię Jezusa Chrystusa, otrzymują ducha Boskiej ofiarniczej miłości agape, która we współpracy ze słowem świadectwa Pańskiego jest mocą Boga ku pełnemu usprawiedliwieniu człowieka (Jn. 1:1-5; 2 Kor. 5:14,15). Duch, który w ten sposób prowadzi wybranych, jest źródłem narodzenia się nowego człowieka - nowego serca i umysłu - który jako nowe stworzenie nie podlega potępieniu (Jn. 3:3-8; Rzym. 6:13; 2 Kor. 5:17; Kol. 3:1-4). Dlaczego zatem nie wszyscy wierzący żyją - ponieważ nie wszyscy należą do wybranych. Pokuta i nawrócenie są motywowane obowiązkową miłością do Boga (pobożnością) i jako takie są obowiązkiem każdego człowieka (Dzieje 17:30; Rzym. 1:18-23). Miłość agape jest natomiast darem dla wybranych. Nasz Pan najwyraźniej zilustrował tę naukę w przypowieści o uczcie weselnej (Mt. 22:1-14). Stół przedstawia nauki Słowa Bożego, którymi karmi się Boży Kościół przez cały obecny Wiek Ewangelii. Jednak apostoł Paweł podkreśla w 1 liście do Koryntian w rozdziałach 1-2, że zrozumienie Bożego Słowa wymaga Bożego ducha - mocy Boga, która uzdalnia wierzących do pracy z nauką Biblijną (1 Kor. 1:18,23-24, 2:10,11). Dlatego choć w przypowieści król zaprasza na ucztę wszystkich, "kogokolwiek znajdziecie", nie wszyscy są wybranymi i zatem nie wszyscy otrzymują miejsce przy stole. Obietnica Pana zawarta w Jn. 11:26 nie dotyczy zatem wszystkich wierzących, ale wybranych - tych, którzy żyją i wierzą. Kolejność, w jakiej Jezus wymienia te elementy, także wydaje się nie być przypadkowa. Nie każde nowe stworzenie musi zakończyć swoje powołanie z sukcesem. Ci, którzy okażą się być niewiernymi, z pewnością nie mogą liczyć na nagrodę w niebiańskiej chwale. Dlatego tutaj Jezus podkreśla także element wierności. W grece pistis oraz pokrewny czasownik pisteuo oznaczają nie tylko wiarę, ale także wierność. Nowe stworzenie musi pozostać wierne, musi wiernie wykonać swoje powołanie, aby rozsądna mogła pozostać nadzieja chwały. Dlatego Jn. 11:26 dotyczy tych, którzy żyją - zostali wzbudzeni przez ducha poświęcenia jako nowe stworzenie - oraz którzy wierzą, czy też - są wierni. Tacy mogą liczyć na spełnienie obietnicy: "nie umrze na wiek". Jezus nie obiecuje, że w ogóle nie umrze. Tutaj nie ma mowy o nieśmiertelnej duszy, która cały czas żyje bez chwili przestanku. Pan obiecuje natomiast, że żyjący i wierni nie umrą na wiek, to znaczy nie będą musieli czekać z wszystkimi innymi na zmartwychwstanie w przyszłym Królestwie. Dlaczego Pan mówi o wieku - ponieważ plan Boży rozwija się epokami. Greckie aion to niekoniecznie 100 lat. To epoka, okres czasu. Biblia wyodrębnia takie epoki na przestrzeni dziejów z punktu widzenia realizacji konkretnych zarysów Boskiego planu. Mieliśmy zatem wiek przedpotopowy; wiek patriarchów; wiek żydowski, kiedy to Bóg rozwijał swój naród wybrany; obecnie mamy wiek Ewangelii, kiedy to rozwijany jest Izrael duchowy; oczekujemy na kolejny przewidziany w Biblii wiek tysiącletniego Królestwa, który będzie także czasem ogólnego zmartwychwstania (Obj. 20:4-6,11-13). I tutaj spełnia się obietnica Jezusa dla wiernego nowego stworzenia: "nie umrze na wiek", tzn. nie musi oczekiwać na swoje zmartwychwstanie do końca wieku Ewangelii, tak jak wszyscy pozostali. Analogicznie można rozumować, że jeśli nie musi czekać przez cały wiek, to znaczy, że zmartwychwstaje natychmiast. Tutaj warto być może powrócić do tłumaczeń, które często podają w Jn. 11:26 "przenigdy nie umrze". Przenigdy tymczasem oznacza w ogóle. W tej postaci oznaczałoby to coś na kształt nieśmiertelnej duszy, która nadal żyje po śmierci ciała. Ale Pan tego nie obiecuje. Nie obiecuje, że nie będzie śmierci, tylko obiecuje, że nie będzie oczekiwania na zmartwychwstanie. I znowu, nadzieja ta nie jest dla wszystkich, ale dla wiernych nowych stworzeń. Pozostali oczekują na zmartwychwstanie w 'dniu ostatnim' (Jn. 6:40). Jest zatem pewna sekwencja zdarzeń, o której także mówi apostoł Paweł w 1 Kor. 15:23 - najpierw Chrystus, czyli nasz Pan ze swoim Kościołem, a potem ci, którzy będą należeć do Chrystusa (czyli cały rodzaj ludzki) podczas jego obecności w tysiącletnim Królestwie (por. Rzym. 8:17). Nie mówimy zatem o duszy nieśmiertelnej, którą by posiadał każdy, ale o szczególnej nagrodzie dla tych, którzy są "powołani, wybrani i wierni" (Obj. 17:14 ESP). O tej nagrodzie wspomina także szereg innych wersetów Biblii, Jn. 6:58 ("jedzący ten chleb żyć będzie na wiek" GP), Jn. 8:51 ("jeśli ktoś mojego słowa strzec będzie, śmierci nie zobaczy na wiek" GP), Jn. 10:28 ("I ja daję im życie wieczne, i nie zginą na wiek" GP), 1 Jn. 2:17 ("czyniący wolę Boga pozostaje na wiek" GP), a także Flp. 1:21-24, gdzie apostoł mówi, że wolałby już odejść do Pana, ale 'zatrzymanie się w ciele konieczniejsze jest ze względu na was' (GP). Wiele z przywołanych wersetów jest wykorzystywanych przez apologetów doktryny o duszy nieśmiertelnej. Nietrudno jednak dostrzec, że nie mówią one ogólnie o rodzaju ludzkim, a tylko o wierzących. Z drugiej strony z powodu tych samych tekstów trudno jest mówić o tym, że wszyscy nawet najwybitniejsi członkowie Kościoła nadal oczekują na swoje zmartwychwstanie. Szczególną nadzieją Kościoła jest nie tylko nadzieja Boskiej natury, ale także nadzieja nieprzerwanego życia ze swoim Panem. "Tymi słowami pocieszajcie jedni drugich" (1 Tes. 4:18 ESP).
† „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”. J 11, 25 Dnia 29 marca 2018 roku odeszła do Pana nasza Siostra – ŚP. SIOSTRA Karola od Dzieciątka Jezus Urszula Breit przeżywszy lat 90; życia zakonnego – 69; profesji – 68. Msza święta pogrzebowa będzie sprawowana w środę, 4 kwietnia, o godz. w kaplicy Matki Boskiej Anielskiej w Laskach. Po Mszy świętej – pogrzeb na cmentarzu zakładowym. PANIE, PRZYJMIJ JĄ DO SWOJEJ ŚWIATŁOŚCI. „Siostry […] przez całe życie oddają cześć Bogu, aby Go kochać i wielbić kiedyś w niewypowiedzianym szczęściu”. Matka Elżbieta Czacka Siostra Karola – Urszula Regina Breit, córka Gertrudy i Józefa, urodziła się w Bydgoszczy 22 października 1927 roku. Był to miesiąc różańcowy, sobota, około północy – dzień Matki Bożej Dobrej Śmierci oraz urodzin Matki Elżbiety Czackiej, która ją 21 lat później przyjmowała do zgromadzenia. Dla późniejszej s. Karoli te zbieżności dat były niezmiernie ważne. Wychowanie w domu było bardzo surowe, zwracano uwagę zwłaszcza na posłuszeństwo, prawdomówność, uczciwość, sumienne wykonanie pracy, punktualność. Głośno odmawiano pacierz rano i wieczorem, a modlitwę Anioł Pański w południe. W jubileuszowych wspomnieniach w 2000 roku s. Karola zapisała: „Już jako dziecko uczono mnie cerować, szyć sukienki dla lalek, ale nie byle jak. Jak mi się już znudziło szycie i jeszcze miałam przyszyć zatrzaski, powiedziałam, że nie umiem. To było słowo, którego nie wolno mi było używać. Tłumaczono mi, że trzeba mówić: nie potrafię, ale spróbuję, bo dla chcącego nie ma nic trudnego”. Urszulka była dzieckiem o żywym temperamencie, szybko nudziły ją obowiązki, więc często starała się rychło je zakończyć, by podjąć zabawę. Poprzez wymagania, karcenie i różne nauczki, wynikające z zachowania dziewczynki, babcia wpajała jej lekcje życiowe: co jest właściwe, co prawe, jak się nie zachowywać. Siostra Karola zapisała w swoich wspomnieniach: „…dzięki temu że zwracano mi uwagę i nic mi nie uszło na sucho, wyrosłam na to, czym byłam i jestem. (…) W domu byli wszyscy dla mnie bardzo dobrzy, choć wychowanie miałam surowe, ale to dla mojego dobra, żebym nie zboczyła z dobrej drogi”. Od wczesnego dzieciństwa Ula była bardzo pobożna. W tamtych czasach liturgia była po łacinie, a ona szybko opanowała całą ministranturę i klęcząc przy balaskach podpowiadała chłopcom, którzy nie znali prawidłowych odpowiedzi. Jej marzeniem było służyć do Mszy i żałowała, że nie jest chłopcem. W którymś momencie nawet usilnie nalegała, by ksiądz przyjął ją do grona ministrantów i przekonywała, że poradzi sobie lepiej od chłopców. Żartobliwe stwierdzenie kapłana, że musi tylko obciąć długie warkocze, by zostać ministrantem, przyjęła na poważnie. W domu nie dawała sobie wytłumaczyć, że był to tylko żart. Następnego dnia, urażona, wykrzyczała księdzu, że tak ją okłamał. Druga wojna światowa przyniosła młodej dziewczynie tragiczne przeżycia: bieda, głód, zagrożenie życia, niebezpieczeństwo gwałtów. W tych trudnych czasach moc i oparcie znajdowała w modlitwie, w opiece Jezusa i Matki Najświętszej, którym się z ufnością powierzała słowami swojej modlitwy: „Matko moja, otaczaj mnie swoim płaszczem, uczyń z niego dla mnie tarczę i osłonę. Pozwól mi pod nim bezpiecznie stać, póki nie przeminą burze i niebezpieczeństwa. W ranach Pana Jezusa i w sercu Maryi chronię się teraz i zawsze. Kochana moja Matko, razem z Twoim miłym Dzieciątkiem, błogosław mi”. Siostra Karola całe życie głęboko przekonana była o bliskości Jezusa i Maryi, którzy wyprowadzili ją wówczas z wszelkich niebezpieczeństw. W czasie okupacji Urszula kontynuowała naukę w szkole powszechnej, którą ukończyła w 1942 roku. Od września 1942 do stycznia 1945 uczestniczyła w seminarium nauczycielskim prowadzonym w języku niemieckim – początkowo w Kościerzynie, a od 1944 roku – w Bydgoszczy. W szkole panował rygor, na miasto można było wychodzić tylko z przepustką, którą przyznawano co dwa tygodnie, w godzinach od 15 do 18. Nie wolno było chodzić w niedziele do kościoła. Urszula wraz ze swoją przyjaciółką znalazły księdza, który zgodził się co dwa tygodnie je wyspowiadać i udzielić Komunii świętej. W te dni oddawały swoje śniadania i obiady innej koleżance, a same zachowywały post eucharystyczny, który obowiązywał od północy do momentu Komunii. Na początku roku 1945 Urszula wyjechała na kilka miesięcy do Gdańska. Ponieważ miała ukończony kurs Czerwonego Krzyża, więc zgłosiła się tam pracy i została skierowana do przychodni we Wrzeszczu, gdzie dojeżdżała każdego ranka. Przeżyła zburzenie Gdańska przez Armię Czerwoną i kolejne zagrożenie życia ze strony żołnierzy. Ukrywała się długo, koczując w gruzach lub ukrywana przez życzliwe kobiety. Jakiś czas była też gońcem, dostarczając przesyłki pieszo, gdyż nie było środków komunikacji. W maju 1945 roku zdecydowała się wrócić do Bydgoszczy. Jej sytuacja w powojennych realiach była bardzo niepewna, nie wiedziała, co ze sobą począć. Znajomi poradzili jej wyjechać na wieś, aby przeczekać najgorszy czas. Wyjechała więc i spędziła na wsi prawie rok. Miała wówczas osiemnaście lat i mimo że czuła się mieszczuchem, szybko nauczyła się i polubiła ciężką pracę w gospodarstwie, zwłaszcza żniwa i sianokosy oraz powożenie końmi. Po przeprowadzce właścicieli gospodarstwa, Urszula wróciła do Bydgoszczy. Podjęła pracę u młodego małżeństwa z trojgiem dzieci. Rodzina ta pomogła jej wyrobić dowód tożsamości i polskie obywatelstwo. Początkowo miała opiekować się tylko dziećmi, z czasem, ze względu na częste choroby matki, prowadziła właściwie cały dom. Obowiązki zaczęły przerastać jej możliwości i siły. Mimo miłości do trójki dzieci, odeszła z tej pracy. Znalazła zajęcie w szpitalu chorób płucnych, prowadzonym przez siostry elżbietanki, jako pomoc w sali opatrunkowej i operacyjnej. W pracy czuła się dobrze. W szpitalu była kaplica i możliwość uczestniczenia we Mszy świętej. A jednak po jakimś czasie zaczęła odczuwać niepokój, nie mogła sobie znaleźć miejsca i znowu nie wiedziała, co z sobą począć. Przełomowym momentem okazało się spotkanie i spowiedź u o. Szymańskiego, jezuity, który roztoczył nad nią opiekę i wprowadził do Apostolstwa Modlitwy. Spotkała tam Lusię Zatorską – przyszłą s. Teofilę, Jankę Niszczotę – późniejszą s. Emilię i Stanisławę Nowodworską – znajomą m. Benedykty Woyczyńskiej. To właśnie ojcu Szymańskiemu zwierzyła się ze swoich niepokojów. I to on zdecydowanie wskazał jej drogę życia zakonnego i to konkretnie – w Laskach. Wybrała się tam, z zamiarem wstąpienia, w towarzystwie p. Nowodworskiej 15 sierpnia 1948 roku. Po latach, tak s. Karola wspominała tę wizytę: „Od przystanku idziemy przez las, dochodzimy do kaplicy i od razu powiedziałam sobie: tu moje miejsce, gdzie indziej nie pójdę”. Po trzech dniach pobytu w Laskach, zdecydowana była zostać od razu na stałe. Wróciła jednak na trzy miesiące do Bydgoszczy, by zakończyć pracę w szpitalu. Przyjechała do Lasek 5 grudnia 1948 r. i tego samego dnia dostała chusteczkę aspirancką. 19 grudnia 1948 roku została przyjęta do postulatu przez Matkę Założycielkę; 14 sierpnia 1949 rozpoczęła nowicjat. 15 sierpnia 1950 roku złożyła pierwsze śluby, a profesję wieczystą 15 sierpnia 1956 roku. W ciągu lat życia zakonnego s. Karola pracowała najpierw w internacie dziewcząt, a następnie w zakrystii; w szkole – w klasie robót, po czym ponownie w zakrystii – tym razem, aż dziewiętnaście lat. Od września 1978 roku trzy lata była przełożoną domu w Izabelinie, gdzie prowadziła jednocześnie katechizację. W latach 1981-84 z kolei pełniła funkcję przełożonej i kierowniczki ośrodka w Sobieszewie. Stamtąd przeszła do wspólnoty w Żułowie, gdzie odpowiadała za budowę Domu Nadziei. Siostra Karola wspominała: „Placówki: Sobieszewo i Żułów przeraziły mnie, bo miałam zajmować się budową. Nie miałam pojęcia co to nypel, łaty, krokwie itd. Przecież nie umiem nic, na planach się nie znam. Przypomniały mi się słowa babci: «Nie mów: nie umiem, ale spróbuję, może się uda». I tak, nieraz ze łzami, polewany, powstał dom w Żułowie”. Po ukończeniu budowy siostra wróciła do Lasek, do pracy w Dziale Darów, gdzie służyła trzynaście lat (1989-2002). Miała szerokie kontakty, zwłaszcza z niemieckojęzycznymi dobroczyńcami Lasek. Wielokrotnie gościła ich w zakładzie i sama często wyjeżdżała zagranicę. Zawarła wiele przyjaźni. Ich znakiem było ufundowanie siostrze przez zagranicznych przyjaciół pielgrzymki do Ziemi Świętej w roku jej złotego jubileuszu profesji (2000). Utrzymywała z nimi kontakt i otrzymywała od nich sporo korespondencji oraz znaków życzliwej pamięci, jeszcze wiele lat po zakończeniu bezpośredniej współpracy. Oprócz pracy w Dziale Darów, s. Karola przez wiele lat troszczyła się o liturgię w kaplicy laskowskiej: prowadziła modlitwy sióstr, ustalała grafik dyżurów, przygotowywała pieśni na rzutniku oraz prowadziła scholę, która podtrzymywała tradycję śpiewu gregoriańskiego podczas niedzielnych Mszy świętych. Od kwietnia 2002 do lutego 2003 roku s. Karola była ponownie przełożoną w Sobieszewie i organizowała życie domu po 10-letniej przerwie spowodowanej pożarem. Natomiast we wcześniejszych latach, gdy jeszcze nie było tam wspólnoty, dom służył w czasie wakacji na kolonie dla dzieci lub turnusy dla dorosłych niewidomych, których siostra była przez wiele lat niezapomnianym gospodarzem, organizując wiele pomysłowych atrakcji i niespodzianek dla uczestników. Częstym gościem tych turnusów był metropolita gdański abp Tadeusz Gocłowski, który szczerą przyjaźnią darzył „Laski” w Sobieszewie, a samej s. Karoli często wysyłał listy ze znakiem wdzięczności, pamięci i pasterskim błogosławieństwem. Choroba przerwała kadencję przełożeńską s. Karoli. Po powrocie w 2003 roku do Lasek, do Domu św. Franciszka, siostra zaangażowała się w „adopcję serca” naszych niewidomych dzieci z ośrodków w Indiach: korespondowała z rodzicami adopcyjnymi, wysyłała życzenia, organizowała dla nich spotkania w Laskach. Z czasem choroba uniemożliwiła i to zajęcie. W 2010 roku, po dłuższym pobycie w szpitaliku, siostra przeszła do Domu św. Rafała, na oddział chorych sióstr. Pomimo coraz większych trudności w samodzielnym poruszaniu i narastających dolegliwości bólowych, s. Karola prosiła, aby nie dawać jej leków uśmierzających ból, bo – jak przypominała – Pan Jezus także cierpiał. Zawsze pragnęła uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach i uroczystościach laskowskich, zakonnych czy domowych. Nawet wówczas, kiedy już nie opuszczała swojego łóżka, a słyszała, że siostry wybierają się gdzieś razem, pytała: „A weźmiecie mnie?”. Siostra Karola lubiła, aby z nią i przy niej modlić się różańcem, koronką, a wieczorem Kompletą. Kiedy już było jej trudno głośno mówić, łączyła się w modlitwie tylko słuchając, a na zakończenie mocnym głosem mówiła: „Amen”. W czasie długiego odchodzenia i trwającej kilka dni agonii, codziennie przychodził do siostry ks. Kazimierz Olszewski, aby pomodlić się i udzielić siostrze absolucji. Odwiedzały ją także siostry z innych domów i zaprzyjaźnione bliskie osoby, a domowe siostry czuwały przy s. Karoli na modlitwie, w ciągu ostatnich dni i nocy. W Wielki Czwartek późnym wieczorem o g. kiedy w laskowskiej kaplicy wszyscy adorowali w ciszy Pana Jezusa w ołtarzu przechowania, s. Karola, w czasie odmawianej głośno przy niej Komplety, odeszła na wieczną liturgię do Domu Ojca.
Czcigodni Księża Biskupi, Drodzy Kapłani, Osoby życia konsekrowanego, Szanowni Katechumeni, Pracownicy Telewizji Poznań, Wszyscy Uczestniczący w tej liturgii dzięki Telewizji i Radiu Emaus, Umiłowani Bracia i Siostry w Chrystusie, „Niech w święto radosne Paschalnej Ofiary Składają jej wierni uwielbień swych dary. Odkupił swe owce Baranek bez skazy, Pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy. […] Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O, Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy”. Tymi słowami sekwencji wielkanocnej włączamy się w liturgię Wigilii Paschalne, najbardziej uroczystej, najpiękniejszej i najważniejszej celebracją ze wszystkich liturgii w ciągu roku, która pozostaje w centrum całego roku kościelnego. Należy ona już do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego i tym samym można ją rozpoczynać w sobotę dopiero po zapadnięciu zmroku. Otwiera ona pięćdziesięciodniowy okres wielkanocnej radości. Podczas tej liturgii – odwołując się do treści dzisiejszej Ewangelii Łukaszowej – rozważamy wspólnie dwie sprawy; najpierw kwestię zmartwychwstania Jezusa w przeszłości a następnie zmartwychwstania chrześcijanina w teraźniejszości. PRZESZŁOŚĆ Pierwszą sprawą jest historyczne zmartwychwstanie Jezusa. O tym wydarzeniu informuje nas dzisiejsza Ewangelia Łukaszowa. „W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa” (Łk 24,1-3). Grób był pusty! Łukasz nie wyjaśnia na razie co się stało, ale daje do zrozumienia, iż stało się coś ważnego, skoro zamiast pisać o ciele „Jezusa” [ο σωμα του ιησου], pisze o ciele „Pana Jezusa” [του κυριου ιησου]. W Dziejach zaś Apostolskich to wyrażenie „Pan Jezus” odnosi się do Zmartwychwstałego (Dz 1,21; 4,33). a) kobiety Od początku posłannictwa Chrystusa kobieta okazuje wobec Niego i wobec całej Jego tajemnicy jakąś szczególną wrażliwość, jaka stanowi cechę charakterystyczną jej kobiecości. Wypada też powiedzieć, że potwierdza się to szczególnie wobec tajemnicy paschalnej — nie tylko w momencie Krzyża, ale także o poranku Zmartwychwstania. Kobiety pierwsze są przy grobie. Pierwsze znajdują ten grób pusty. Pierwsze słyszą: „Nie ma Go tu… zmartwychwstał, jak powiedział” (Mt 28,6). One pierwsze „objęły Go” (Mt 28,9). One też naprzód są wezwane do tego, aby tę prawdę zwiastować Apostołom (por. Mt 28,1-10; Łk 24,8-11). […] Wszystko to, co dotąd zostało powiedziane na temat odniesienia Chrystusa do kobiet, potwierdza i przybliża w Duchu Świętym prawdę o „równości” obojga — mężczyzny i kobiety. Trzeba mówić o zasadniczym „równouprawnieniu”: skoro oboje, kobieta tak samo jak mężczyzna, są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, zatem oboje też są podatni w równej mierze na udzielanie się Bożej prawdy i miłości w Duchu Świętym. Oboje też doznają Jego zbawczych i uświęcających „nawiedzeń”. Fakt bycia mężczyzną lub kobietą nie wnosi tu żadnego ograniczenia, podobnie jak w niczym nie ogranicza owej zbawczej i uświęcającej działalności Ducha w człowieku fakt bycia „Żydem czy Grekiem, niewolnikiem czy wolnym”, […] Duch Święty, który tę jedność sprawuje w nadprzyrodzonym porządku uświęcającej łaski, przyczynia się w równej mierze do tego, że „prorokują synowie wasi”, jak i do tego, że „prorokują córki wasze”. […] Ewangeliczna „równość”, „równouprawnienie” kobiety i mężczyzny wobec „wielkich spraw Bożych”, która tak przejrzyście uwydatniła się w czynach i słowach Jezusa z Nazaretu, stanowi bardziej oczywistą podstawę godności i powołania kobiety w Kościele oraz w świecie” (Mulieris dignitatem, 16). „Bądź błogosławiony, o Panie, Boże nasz, Królu wszechświata, że nie stworzyłeś mnie poganinem, niewolnikiem ani kobietą” – takimi słowami modlili się niekiedy żydowscy mężczyźni prywatnie lub podczas zgromadzenia synagogalnego. Wezwanie to dobrze odzwierciedla pozycję kobiety w ówczesnym społeczeństwie żydowskim, które i tak wydawało się być sprawiedliwsze w porównaniu z ludami sąsiednimi. Łukasz Ewangelista tymczasem starał się, aby w swojej Ewangelii przywracać kobiety do czci. Czyni to poczynając od Maryi, Matki Jezusa. Opowiadanie o nawiedzeniu kończy pierwsze błogosławieństwo w Łukaszowej ewangelii: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane ci od Pana” (Łk 1,45). Pięknie zarysowana jest tam także Elżbieta, matka Jana Chrzciciela, która przez długie lata pozostawała bezpłodna. Z kolei prorokini Anna reprezentuje reprezentuje Izraelitów oczekujących na Mesjasza. Godność kobiety zostaje nobilitowana w perykopie o Marii i Marcie (10,38-42). Tylko u Łukasza znajdziemy wzmiankę o kobietach współczujących Jezusowi na drodze krzyżowej oraz o tych, które zajęły się Jego pogrzebem (Łk 23, To również one, jako pierwsze, były świadkami pustego grobu Jezusa (23,55-24,1). One też występują w opowiadaniu o zmartwychwstaniu jako świadkowie i posłańcy. b) mężowie Wylęknionym kobietom przekazują wiadomość o zmartwychwstaniu Chrystusa „dwaj mężowie” (dopiero u Łk 24,23 mówi się wprost o aniołach). Dwóch świadków to liczba minimalna dla uznania ważności zeznań (Pwt 17,6; 19,15). „Nie można dawać wiary – mówi Józef Flawiusz – pojedynczemu świadkowi; [musi ich być] trzech lub co najmniej dwóch, i to takich, których świadectwo potwierdzone będzie ich uczciwym życiem. Nie można jednak uznać świadectwa kobiety” (Antiquitates iudaicae 4,8,15). Szaty posłańców Bożych dosłownie „rzucały błyskawice” [εν εσθησεσιν αστραπτουσαις; in veste fulgenti]. Tym sam słowem Łukasz opisuje szaty Jezusa w scenie Jego przemienienia (Łk 9,28), podczas wniebowstąpienia (Dz 1,10) oraz pojawienie się Jezusa w dniu „Syna Człowieczego” (Łk 17,24). Inaczej mówiąc zmartwychwstały Chrystus – już teraz – jest obdarzony chwałą, jaką widzieli w Nim trzej uczniowie podczas przemienienia (Łk 9, W tym kontekście zmartwychwstanie jawi się jako realizacja chwały zapowiedzianej przy przemienieniu oraz pośrednia zapowiedź paruzji. Kluczowe wydarzenia z życia Jezusa (przemienienia, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie) są zawsze komentowane przez „dwóch mężczyzn”. Wiadomość o zmartwychwstaniu przybiera formę pytania retorycznego: „Dlaczego szukacie Żyjącego [τον ζωντα] wśród umarłych?. „Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” [ουκ εστιν ωδε αλλ ηγερθη]. W tym stwierdzeniu znajdujemy wyznanie wiary pierwotnego Kościoła. Słowa dwóch posłańców, które usłyszały kobiety, były konieczne, bo – one same z siebie – nie wiedziały, co o tym sądzić (Mt 28,13). Wezwanie skierowane do kobiet, aby przypomniały [μνησθητε] sobie Jezusowe zapowiedzi zmartwychwstania, zawierają nutę nagany; gdyby bowiem pamiętały o słowach Jezusa, powinny spodziewać się, że zastaną Go żywego (9, 18,31-32). Dwaj świadkowie chcą jednak mieć pewność, że kobiety zrozumiały sens tego, co zostało im powiedziane w Galilei, że mianowicie Syn Człowieczy nie tylko musi zostać wydany w ręce grzeszników (Łk 9,44) i ukrzyżowany, ale że trzeciego dnia zmartwychwstanie (Łk 9,22; zob. 18,32–33). Kobiety – chociaż przelęknione – w końcu przypomniały sobie słowa Jezusa, a wraz z przypomnieniem przyszło zrozumienie (Łk 22,61; Dz 11,16; 20,35), które prowadziło je do wiary. Kobiety – otrzymawszy wielkanocne orędzie – oznajmiły je Jedenastu apostołom (nie było już wśród nich Judasza) oraz pozostałym uczniom. Skąd inąd były one przecież obecne przy wszystkich kluczowych wydarzeniach ostatnich dni: stały pod krzyżem, na którym Jezus umierał, widziały pusty grób i to im aniołowie ogłosili fakt zmartwychwstania (Łk 23, 24,1–10). Odgrywały zatem ważną rolę naocznych świadków, potwierdzających pewność wydarzeń opisanych w Ewangelii (Łk 1,2–4). Stąd Łukasz Ewangelista podaje nam konkretne imiona trzech spośród nich, którymi były: Maria Magdalena (8,2) i Maria, matka Jakuba oraz Joanna. Joannę Łukasz przedstawił już wcześniej jako jedną z kobiet towarzyszących Jezusowi i Dwunastu (Łk 8,3). Tutaj pojawia się ona prawdopodobnie dlatego, że była źródłem informacji przekazywanej teraz przez Łukasza. Reakcja kobiet na słowa „dwóch mężów” była jednoznaczna. One „wróciły” i „opowiedziały wszystko” [ταυτα παντα]. Tak to ze „świadków” kobiety stają się „posłańcami”. „Wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym” (Łk 24,8-9). Tak więc dalsze zwiastowanie orędzia paschalnego nie należy już do aniołów, ale do kobiet. c) apostołowie Niestety, pierwszą reakcją apostołów na relację kobiet było uznanie jej za „czczą gadaninę” [ληρος, baśnie, plotki] i brak wiary. Apostołowie i pozostali uczniowie nie dali im wiary i trudno było im uwierzyć w zmartwychwstanie (24, W ten sposób podkreślanie ich wątpliwości usuwa zarzut, że to sami uczniowie wymyślili historię zmartwychwstania (Mt 28,13). Nic podobnego, okazuje się, że oni sami nie uwierzyli! Dzięki temu późniejsze świadectwa o zmartwychwstaniu przez nich składane stały się bardziej przekonujące; mają one większą wartość. W tym przypadku Łukasz ukazuje uczniów reagujących zgodnie z przekonaniami Żydów pierwszego wieku, dla których świadectwo kobiet nie było uznawane za wiarygodne. Piotr – który zniknął nam z oczu po tym, jak opuścił dziedziniec, wyparłszy się Jezusa (Łk 22,61–62) – doszedł jednak do wniosku, że warto się przyjrzeć temu, co mówiły kobiety. Przybiegł więc do grobu i schyliwszy się, ujrzał w nim tylko leżące lniane płótna [τα οθονια κειμενα μονα] (J 20,3-10), w które Józef z Arymatei zawinął ciało Jezusa (Łk 23,53). „Leżące płótna” to tak całun, jakim nakrywano ciało zmarłego, jak i opaski, którymi owijano zwłoki. Termin „leżące” należałoby tłumaczyć jako rozwinięte, rozsupłane, rozciągnięte. Tym słowem określano również spokojne morze po burzy. Płótna wyglądały tak, jak gdyby „wyparowało” z nich ciało. Były świadkiem tego, co zaszło w grobie Jezusa. Gdyby ciało zostało skradzione (Mk 28,13), czy rabusie zadawaliby sobie trud, aby je rozwijać z płócien? Piotr wraca do siebie, dziwiąc się temu, co się stało, i w ten sposób objawia zwyczajną reakcję na cudowne dzieła Boże (Łk 2,18; 8,25; 9,43; 11,14). Nie jest tu powiedziane, że Piotr już w tym samym momencie uwierzył (J 20,8), jednakże – biorąc pod uwagę modlitwę Jezusa – aby jego wiara „nie ustała” (Łk 22,32), wiele wskazuje na to, że Piotr właśnie zbliżył się do wiary. Jego wiara zostanie zresztą wkrótce potwierdzona, gdy Jezus objawi mu się osobiście (24,34); por. Pablo T. Gadenz, Ewangelia według św. Łukasza. Katolicki Komentarz do Pisma Świętego). Dopiero same pojawienia się Chrystusa zmartwychwstałego staną się dla niego przekonującym argumentem. Tak oto pojawienie się aniołów przygotowuje objawienie się Chrystusa Zmartwychwstałego (por. ks. Mariusz Rosik, Pierwsi świadkowie zmartwychwstania. Kobiety w roli aniołów (Łk 24, 1-12)?). Jednakże najstarszym zapisem prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa nie jest ani Ewangelia Łukaszowa ani nawet – starsza od niej – Ewangelia Marka, ale fragment z 1 Listu św. Pawła do Koryntian. Brzmi on tak: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi” (15,3-8). Dzieje Apostolskie przekażą dalszy ciąg tego procesu, czyli zapis pierwszych wystąpień Piotra i innych apostołów. Będą to tzw. mowy ewangelizacyjne, których rdzeniem jest głoszenie zmartwychwstania. „Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!” [της ζωης ταυτης] (Dz 5,20). Idzie oczywiście o życie wieczne. PRZYSZŁOŚĆ Druga sprawa to pytanie, co wynika z historycznej prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa dla dzisiejszego chrześcijanina? Przede wszystkim wynika z tego potrzeba ciągłego przypominania o tej prawdzie. To zadanie spełnia przede wszystkim Duch Święty: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14,26). Nauczanie Jezusa przez wieki przypomina również Kościół, oświecony światłem Ducha Pocieszyciela. W Kościele zaś wszyscy – poczynając od papieża, biskupów, kapłanów, aż po rodziców, katechetów i innych wiernych. Każdy z nas potrzebuje przypominania faktu zmartwychwstania oraz nauki Zbawiciela, dlatego nie powinniśmy się irytować, że w kościołach słyszymy „jedno i to samo”; że musimy np. po raz enty słuchać znanych nam fragmentów Ewangelii. Podczas dzisiejszej liturgii wielkanocnej towarzyszą nam swoją modlitwą i śpiewem neokatechumeni z Drugiej Wspólnoty Neokatechumenalnej z parafii pw. Św. Wojciecha oraz z pierwszej Wspólnoty z parafii pw. Rocha wraz ze swoimi katechistami. Przez wiele lat wsłuchiwali się oni w głos Ducha Świętego, aby zmartwychwstawać duchowo. Dziękuję przy tej okazji ekipie odpowiedzialnej za Drogę w rejonie: księdzu Dawidowi Rachwałowi, katechistom – państwu Barbarze i Henrykowi Rohde. Do zrozumienia prawd wiary przygotowało się w tym roku 3 katechumenów, którzy w dzisiejszą Wigilię Paschalną pragną przyjąć Chrzest święty. W tym uroczystym momencie pozdrawiam Was. Pozdrawiam wasze rodziny, przyjaciół oraz tych, którzy przygotowali Was do przyjęcia tego sakramentu. Na mocy Chrztu świętego staniecie się członkami Kościoła przeznaczonymi do tego, aby stać się błogosławieństwem dla ludzi (Rdz 12,1-3). Bądźcie wierni Chrystusowi, który Was wybrał i powierzcie Mu całe swoje życie. My zaś potrzebujemy dalej cierpliwego wyjaśniania prawd wiary: „Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei” (Łk 24,6). Trzeba przyjąć, że wielu wierzących nie rozumie wszystkiego, w co wierzy, dlatego należy każdemu cierpliwie tłumaczyć, wyjaśniać i przypominać prawdy katolickiej wiary. Trzeba cierpliwie wyjaśniać, że zmartwychwstanie Chrystusa było przejściem do nowej formy życia duchowo-cielesnego, do życia po śmierci z ciałem duchowym, i że podobnie będzie w przyszłości z każdym z nas. Dzięki Bożej potędze i działaniu każdy odzyska swoje przemienione i nieśmiertelne ciało duchowe [σωμα πνευματικον] (1 Kor 15,44). Naprawdę niewielu chrześcijan uświadamia sobie, że Chrystusowe i ich samych zmartwychwstanie nie dotyczy duszy, lecz ciała. Prawda o tym, że Jezus żyje także dzisiaj należy do prawd najważniejszych, o której powinien wiedzieć każdy człowiek żyjący na ziemi. Cóż bowiem może być dla nas ważniejszego niż to, że nasz Zbawiciel żyje, a więc nie jest jednym z wielu bohaterów z przeszłości, jacy odeszli przez śmierć do wieczności. Chrystus nie jest jednym z tych, którzy żyli „kiedyś”. Jest Tym, który żyje blisko każdego z nas jako nieśmiertelny Bóg i zmartwychwstały człowiek. Nawet apostołom trudno było uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa i do dzisiaj jest podobnie. Wielu bowiem wierzy w to, co opisują Ewangelie, ale nie dociera do ich świadomości to, że Chrystus ciągle żyje i że – na głębokiej przyjaźni z Nim – można budować swoje życie, ciągle się z Nim spotykać, rozmawiać, wszystko czynić w duchowej jedności z Nim. Pamiętać trzeba także o tym, że Zmartwychwstały ustanowił sakrament swojej rzeczywistej obecności a jest nim Eucharystia. Każda Msza św. jest wyjątkowym spotkaniem ze zmartwychwstałym Panem, który oddał swoje życie na krzyżu dla naszego zbawienia. W każdej Komunii św. zapraszamy Go, aby zamieszkał w naszych sercach. On zaś przychodzi do nas również w słowie Bożym, jest także tam, gdzie we wspólnocie, czyli tam, gdzie dwóch lub trzech modli się w Jego imię (Mt 18,20). Każdy więc – jeśli tylko chce – może się z Nim spotkać. Trzeba pamiętać o tym, że szczególnym dniem spotkania ze Zmartwychwstałym w Eucharystii jest nasza niedziela, czyli dzień powszechnej odnowy wszystkiego. O tym przypomina nam wezwanie po przeistoczeniu: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”. Niedziela jest nie tylko nazywana Dniem Pańskim, ona także wskazuje na Dzień Pański, który coraz bardziej się do nas przybliża (ks. M Kaszowski, Rozważanie Ewangelii według św. Łukasza). „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie”. To jest centralne zdanie, jakie przeżywamy dzisiejszej Wielkiej Nocy. W tych dniach, gdy – z uwagi na wojnę – śmierć ponownie zagląda nam w oczy, te słowa są światłem w ciemności. Zamiast przeklinać ciemności, lepiej uchwycić się tego światła i powtórzyć za Martą: „Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. ZAKOŃCZENIE Na koniec słowa poety: „Jeżeli Bóg wcielił się w człowieka, umarł i zmartwychwstał, Wszelkie ludzkie zajęcia są godne uwagi Tylko w tym stopniu, w jakim od tego zależą, To znaczy zyskują sens przez to wydarzenie. […] Ponieważ ród nasz został aż tak wywyższony, Naszym powołaniem powinno być kapłaństwo, Nawet jeżeli nie nosimy liturgicznych szat. A więc publiczne świadczenie na boską chwałę Słowami, muzyką, tańcem i wszelkim znakiem”. (Czesław Miłosz, Albo-Albo)
.Antyfony 790 Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. * * * 791 . Niech aniołowie zawiodą cię do raju, A gdy tam przybędziesz, niech przyjmą cię męczennicy I wprowadzą cię do krainy życia wiecznego. Chóry anielskie niechaj cię podejmą I z Chrystusem zmartwychwstałym Miej radość wieczną. . Procesja na Cmentarz Psalm 116A [114] 792 W krainie życia będę widział Boga. Miłuję Pana, albowiem usłyszał Głos mego błagania. Bo skłonił ku mnie swe ucho W dniu, w którym wołałem. W krainie życia będę widział Boga. Oplotły mnie więzy śmierci, + dosięgły mnie pęta otchłani, Ogarnął mnie strach i udręka. Ale wezwałem imienia Pana: "Panie, ratuj moje życie". W krainie życia będę widział Boga. Pan jest łaskawy i sprawiedliwy, Bóg nasz jest miłosierny. Pan strzeże ludzi prostego serca: Byłem w niedoli, a On mnie wybawił. W krainie życia będę widział Boga. Wróć, duszo moja do swego spokoju, Bo Pan dobro ci wyświadczył. Uchronił bowiem moją, duszę od śmierci, Oczy od łez, nogi od upadku. Będę chodził w obecności Pana W krainie żyjących. W krainie życia będę widział Boga. Chwała Ojcu i Synowi, I Duchowi Świętemu. Jak była na początku, teraz i zawsze, I na wieki wieków. Amen. W krainie życia będę widział Boga. . Stacja trzecia: Przy grobie 793 Celebrans: Jezu, Ty płakałeś nad śmiercią Łazarza, pociesz tych, którzy płaczą nad śmiercią N. Wierni: Wysłuchaj nas, Panie. * * * 794 . Celebrans: Niech was błogosławi Bóg, Ojciec wszelkiej pociechy, który stworzył człowieka i dał wierzącym nadzieję zmartwychwstania. Wierni: Amen. Celebrans: Niech Bóg udzieli żyjącym przebaczenia grzechów a wszystkim zmarłym światła i pokoju. Wierni: Amen. Celebrans: Niech nam da szczęśliwe życie wieczne z Chrystusem, który prawdziwie zmartwychwstał. Wierni: Amen. Celebrans: Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty. Wierni: Amen. * * * Na zakończenie liturgii pogrzebu śpiewa się: Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia - nr 452 albo Witaj, Królowo, Matko litości - nr 451, Witaj, Królowo nieba - nr 454, Matko litości, witaj - nr 646, Salve Regina, Mater misericordiae - nr 453 albo inną pieśń do Najświętszej Maryi Panny według miejscowego zwyczaju. Dalej << menu - Skarbiec pieśni kościelnych ..
ja jestem zmartwychwstanie i życie